piątek, 15 kwietnia 2016

2. Co się stało?

Wpatrywałem się w tablicę, co jakiś czasz zerkając kątem oka na Jimina. Kiedy tylko zadzwonił dzwonek, szybko wstałem, zbierając swoje rzeczy i prawie biegiem wyszedłem z sali.
- Yoongi! Czekaj! - zawołał za mną jakiś chłopak, przez co zatrzymałem się i spojrzałem na niego pytająco. - Przewodnicząca prosiła, żebym oprowadził cię po szkole, bo jesteś nowy i...
- A jasne, chętnie - uśmiechnąłem się przyjaźnie, widząc, że chłopak jest lekko zestresowany.
- Jestem Seokjin, ale mów po prostu Jin - podał mi rękę, którą uścisnąłem, po czym ruszyliśmy przez korytarz.
Brunet opowiadał mi o szkole i pokazywał gdzie jest klasa od czego. W pewnym momencie dostrzegłem Jimina z grupką jego znajomych, Seokjin zauważył, że się im przyglądam przez co się zatrzymał.
- Yoongi...
- Mów mi Suga - przerwałem mu.
- Suga, nie radzę ci z nimi rozmawiać. Nie pasujesz do nich - mruknął - Są znani w szkole, ale raczej dobra sława to to nie jest...
- Em... okay? - w tej chwili Park spojrzał i wskazał na nas palcem, (Trochę brak wychowania, ale cóż poradzę) przez co jego przyjaciele również zwrócili swój wzrok na w naszą stronę.
Poczułem, jak na moją twarz wstępują lekkie rómieńce, nie lubię jak ludzie się na mnie patrzą, Jin jedynie stał obok mnie z obojętną miną. Wyraz twarzy Jimina zmienił się diametralnie, kiedy zobaczył z kim stoję. Wyglądał na wściekłego.
Ruszył w naszą stronę, a za nim jego przyjaciele. Usłyszałem jak Jin wzdycha i po chwili stało przy mnie jeszcze kilku znajomych mojego towarzysza. Poczułem się lekko zdezowientowany, uczucie to pogłębiło się kiedy Jimin szarpnął mnie za rękę w swoją stronę.
- Au - syknąłem. - Puść mnie, proszę - zajęczałem żałośnie, ale chłopak nie zareagował.
- Robisz mu krzywdę~ - chłopak o dziwnie ciemnej karnacji (jak na koreańczyka) złapał Chima za ramię, a ten lekko rozluźnił uścisk, jednak dalej mnie nie puścił.
- Co z nim robisz? - wysyczał wręcz Park do Seokjina, który tylko wywrócił na to oczami.
- Luzuj gacie krasnalu~ Przewodnicząca kazał mi go oprowadzić po szkole.
Jimin prychnął i zaczął iść przed siebie, ciągnąc mnie za sobą. Bolało, próbowałem się wyrwać, ale on tylko zacieśniał dłoń w okół mojego ramienia.
- Jimin, proszę~ - szarpnąłem się jeszcz raz.
Chłopak wyprowadził mnie na jakiś nieuczęszczany korytarz i pchnął na ścianę, przez co syknąłem z bólu.
- Dlaczego się zgodziłeś?
- A dlaczego miałem się nie zgadzać? - zapytałem trochę niepewnie.
- Bo albo rozmawiasz ze mną albo z nimi - syknął, uderzając ręką w ścianę obok mojej głowy, przestraszyłem się i skuliłem lekko.
- P-przepraszam...? - wydukałem ze spuszczoną głową.
Chłopak chycił moją brodę w dwa palce i uniósł tak, abym patrzył mu w twarz.
- A ja z tobą rozmawiam, więc z nimi ci nie wolno rozmawiać, tak? - zapytał, będąc niebezpiecznie blisko mojej twarzy, przez co się zaruminiłem. - Pytałem o coś, kotku~
O niee~ znowu mnie tak nazwał... Zaczerwieniłem się jeszcze bardziej i kiwnąłem głową na znak zgody.
- Nie tak, masz się odezwać.
- T-tak...
- Grzeczny - uśmiechnął się i odszedł, a ja szedłem kawałek za nim, ze wzrokiem utkwionym w czubkach moich butów. Co się w ogóle stało?
Teraz koreański... Ale gdzie jest ta sala?

sobota, 13 lutego 2016

1. No to zaczynamy!

Szedłem przed siebie, a śnieg skrzypiał pod moimi nogami, chwilę się temu przysłuchiwałem, jednak znudziło mnie to, więc założyłem na głowę wielkie, białe słuchawki i puściłem jedną z moich ulubionych piosenek. Rozglądałem się po okolicy, ciekaw wszystkiego.
Tak, przeprowadziłem się kilka dni temu i idę teraz do nowej szkoły... Super, prawda?
Ale wracając, szedłem z niezbyt zadowolonym wyrazem twarzy, którego i tak nikt nie widział, bo chowałem moją skwaszoną minę w szaliku. Czemu zapomniałem o masce? Ugh...
Zacząłem wsłuchiwać się w tekst piosenki, kompletnie w nim zatracając, przez co przestałem aż tak uważać na to gdzie idę.
Obijałem się co jakiś czas o różnych ludzi, którzy za każdy razem mruczeli coś w stylu "Uważaj jak chodzisz" albo "Patrz pod nogi dzieciaku". Nie przejmowałem się tym, nigdy tego nie robiłem.
Znów na kogoś wpadłem, jednak tym razem siła uderzenia była tak mocna, że poleciałem na plecy, lądując w zaspie śnieżnej. Jęknąłem z zimna jakie opanowało moje ciało, gdyż śnieg dostał się prawie wszędzie. Spojrzałem na osobnika przez którego właśnie cierpię tak straszne katusze. Nie cierpię zimna. Chłopak jest na oko w moim wieku, czekoladowe włosy opadałby mu na wąskie oczy. Całkiem nieźle zbudowany, ale kurde, kto wychodzi zimą w samej bluzie?!
Spojrzał na mnie obojętnym wzrokiem, wyciągnąłem do niego rękę mając nadzieję, że pomoże mi wstać, jednak przeliczyłem się... I to sporo. Ominął mnie i poszedł przed siebie. Wstałem, przeklinając na śnieg i tego kolesia, gdy już stałem stabilnie zauważyłem, że jestem pod szkołą. Może dlatego był w samej bluzie? Wyszedł na chwilę? Pomyślałem, otrzepując spodnie z resztek tego okropnego, białego puchu.
Wszedłem do budynku i zacząłem szukać mojej szafki. Cholera~ gdzie jest ta szafka? 114, 115... O 116. Wrzuciłem kurtkę i szalik do środka, marząc by przestało być mi tak zimno. Ruszyłem korytarzem szukając sekretariatu, dyrektorka wymyśliła sobie, że chce ze mną porozmawiać. Świetnie...
Mimo słuchawek na uszach słyszałem wszystko co o mnie mówią. "Jaki uroczy~", "Woo, niezły jest", takie komentarze padały głównie od dziewczyn, większość chłopaków jak już coś o mnie mówiła, to głównie czepiali się moich włosów. No proszę, rudy im się nie podoba? Nie mój problem.
Kiedy stanąłem przed gabinetem najwyższego organu tej szkoły, zsunąłem słuchawki na szyję i zapukałem delikatnie, po czym wszedłem do środka.
- Dzień dobry. - ukłoniłem się przed kobietą.
- Dzień dobry panie Min, prawda? - dyrektorka uśmiechnęła się, a ja skinąłem głową i usiadłem na miejscu, które włśnie mi wskazała.
- Chiała się pani ze mną widzieć. - mruknął, kiedy nie odzywała się przez chwilę, bacznie mi się przyglądając.
- Tak.  - odpowiedziała szybko, biorąc do rąk jakieś papiery. - Wyniki twoich egzaminów są bardzo dobre, jeśli utrzymasz ten poziom będziesz jednym z naszych najlepszych uczniów.
Pokiwałem głową na znak, że rozumiem.
- Oczywiście, postaram się. Czy to wszystko? Nie chciałbym spóźnić się na lekcję pierwszego dnia.
- Oh, oczywiście. - posłała mi szeroki uśmiech, który odwzajemniłem. - W takim razie idź już.
Ukłoniłem się i wyszedłem z pokoju, znów przmierzałem korytarz, tym razem szukając odpowiedniej sali. Po dłuższej chwili udało mi się ją odnaleźć, jednak było już kilka minut po dzwonku. Odetchnąłem głęboko, łapiąc za klamkę. No to zaczynamy. Myśląc to, wszedłem do środka.
- Pan zapewne nowy? Pan... - nauczyciel sprawdził na liście moje nazwisko. - Min?
- Ee... Tak, przepraszam za spóźnienie, nie mogłem znaleźć klasy. - ukłoniłem się.
- Jasne, usiądź tam. - Wskazał ręką na wolne miejsce.
Od razu ruszyłem w jego stronę, usiadłem na miejscu. Mam super szczęście, siedzę obok tego chłopaka, przez którego wylądowałem w śniegu. Wow, teraz siedzi bez bluzy, ma na sobie krótki rękaw i czarne rurki. Koleś oddaj trochę ciepła, ja też chcę żeby było mi tak ciepło.
W pewnym momencie chłopak pochyli się lekko do mnie.
- Podoba co się to co widzisz? Może zrób ukradkiem zdjęcie? Będzie na dłużej~ - szepnął do mnie i wrócił do swojej poprzedniej pozycji.
Nawet nie zauważyłem, że się na niego gapię. Poczułem, że na twarz wstępują mi lekkie rumieńce, więc odwróciłem głowę, aby tylko tego nie zauważył. Okazało się to jednak daremne, zauważył i jeszcze zaczął się bezczelnie śmiać pod nosem! No szczyt chamstwa!
- Aż tak, żeby zdjęcie robić to mi się nie podoba... - mruknąłem, patrząc uparcie na blat ławki.
- Twoja reakcja na moje słowa mówi coś innego. - zachichotał cicho. - Park Jimin.
Przedstawił się, patrząc na mnie ciekawsko.
- Min Yoongi, ale w poprzedniej szkole mówili Suga. - mruknąłem, nie odwracając wzroku od zaskakująco czystego blatu.
- Jesteś taki słodki?
- A nie widać? - zrobiłem lekkie aegyo w jego kierunku, tak aby nikt inny tego nie widział.
Jimin zakrył twarz jedną ręką, a ja spojrzałem na niego dziwnie.
- Kyopta~ - jęknął cicho, na co się zaśmiałem. - Pasuje, cukierku.
- Yah, nie jestem cukierkiem! - wydąłem policzki jak dziecko.
- No dobrze, dobrze, kotku. - zaśmiał się cicho i wrócił do patrzenia za okno.
Uśmiechnąłem się zadowolony, że nie będzie do mnie mówił per "cukierku", taką przynajmniej mam nadzieję, ale chwila... Czy on powiedział do mnie "kotku"?! Ten dzieciak, pozwala sobie na za dużo!
- Ty... - zacząłem ale nie skończyłem, widząc, że i tak mnie nie słucha.
Przyjrzałem mu się dokładnie. Cholera, jest serio niezły... Włosy idealnie ułożone, oczy tego samego koloru co włosy, gdyby się w nie wpatrywać, można by pewnie utonąć w morzu czekolady. Pełne usta, kurde aż chce się całować i dobrze zarysowana szczęka. Obcisła, biała koszulka uwydatnia jego umięśnione ramiona, ciekawe czy brzyszek też ma tak wyrobiony... Mrr, a krócej można go nazwać po prostu dobrą dupą... Dobra, Suga, koniec tych myśli! Jesteś tu pierwszy dzień, A już znajdujesz sobie obiekt westchnień? Pojebało mnie! No pokurwiło do reszty... Muszę się ogarnąć, koniecznie!

czwartek, 14 stycznia 2016

Nowa

          Cześć! Jestem Mark, mam 17 lat, 1,75 m. wzrostu, pofarbowane na rudo włosy i jestem szczupły (Oto ja :) tak jestem koreańczykiem). Mam poczucie humory, dobrze tańczę i śpiewam(nie myślcie że się przechwalam bo tak nie jest). Taki jak to niektórzy mówią ideał. No ale nie ważne. Mam wspaniałego przyjaciela, Conora. Przyjaźnię się z nim od przedszkola. I teraz właśnie przemierzaliśmy szkolny korytarz w poszukiwaniu reszty naszej paczki, czyli Adama, Krisa  (on też jest koreańczykiem ;) ), Joe i Jay'a, kiedy przed nami ni z tąd, ni z owąd pojawiła się Patricia. Dziewczyna w moim wieku z długimi, blond włosami i brązowymi oczami. Jedną z cech przez którą znała ją cała szkoła był jej ździrowaty ubiór, tona tapety na twarzy i wyzywające zachowanie. Do tego co roku ma nowego głupka, który za nią biega (czytaj chłopaka). Nie wiadomo czemu upatrzyła sobie mnie na ten rok. Za każdym razem jej odmawiam, a ona mimo to dalej próbuje.
- Hej Mark! Co u Ciebie? - Zapytała z uśmiechem na twarzy. Jej głos wyrwał mnie z szoku, po jej nagłym pojawieniu.
- Hej Patricia. Wiesz co śpieszę się i nie mam czasu rozmawiać. - Chciałem ją delikatnie spławić, ale chyba nie wyszło bo dalej przede mną stała.
- Ej Patricia! - Do rozmowy wtrącił się Kris, który nie wiem kiedy się przy nas znalazł. - Kiciu, może przestaniesz mi męczyć przyjaciela bo jakby nie patrzeć i tak się z Tobą nie umówi, więc tracisz tylko czas.
Szkolny plastik wydął policzki w złości, odwrócił się na pięcie i odszedł od nas w szybkim tempie.
- Hahahahaha! Nieźle ją załatwiłeś Kris! - Jay pochwalił kumpla przybijając z nim piątkę, po chwili Kris powtórzył czynność ale z Joe. Nie no kiedy oni tu przyszli? - Ej Mark chyba będziesz miał od niej przerwę.
- Mam nadzieję. - Uśmiechnąłem się do przyjaciół.
- Widzieliście tą nową? - Zawału bym dostał przez Adama, który wyłonił się właśnie zza mnie. - Ponoć gorąca laska.
- Ja was kiedyś zabiję za to skradanie i straszenie mnie!. - Wydarłem się na kumpli, tak że kilka osób się na nas spojrzało. Odwróciłem się na moment i  zobaczyłem. Była piękna, śliczny i szeroki uśmiech rozjaśniał jej twarz, duże oczy w kolorze błękitu przyciągały wzrok, a kasztanowe włosy spływały po jej ramionach. Odwróciłem się szybko do przyjaciół z wielkim uśmiechem.
- Ej chłopaki, znacie ją? - Zapytałem przerywając im rozmowę o deskach. W między czasie wskazując na dziewczyną.
- Tak to właśnie ta nowa. - Odpowiedział Adam. - Chyba ma na imię Olivia. Jeżeli dobrze kojarzę to jest z Tobą w klasie. - Chłopak uśmiechnął się, wiedząc że już mi się spodobała. A właśnie bo nie wspomniałem w mojej grupie znajomych tylko ja jestem w osobnej klasie, cała piątka chodzi do innej klasy, więc jestem od nich jakby "odseparowany". W tym momencie usłyszeliśmy dzwonek zwiastujący pierwszą lekcję, więc ruszyliśmy na zajęcia. Chwilę po dzwonku do klasy weszła Olivia, przepraszając za spóźnienie, ponieważ nie mogła znaleźć sali (biedna). Rozejrzałem się po klasie i zauważyłem tylko jedno wolne miejsce na którym mogła by usiąść i było ono obok mnie. Strasznie się zestresowałem, kiedy zobaczyłem że dziewczyna idzie w moim kierunku. Usiadła na miejscu i spojrzała na mnie, już miałem się przywitać kiedy rozległ się głos nauczycielki od matmy. Starszej, wrednej kobiety, która nie wiadomo czemu uwzięła się na mnie. Wszyscy na chwilę zamilkli, lecz po chwili znów wzniosły się szepty uczniów.
- Hej. Jestem Mark, a ty to Oliwia tak? - Przywitałem się szeptem i przedstawiłem.
- Hej. Tak skąd wiedziałeś? - Zdziwiona dziewczyna spojrzała na mnie zaciekawiona.
- Wzbudziłaś sensację wśród moich przyjaciół - Uśmiechnąłem się do niej lekko, co odwzajemniła.
- Okay można i tak - Powiedziała lekko się śmiejąc.
- Panie Tuan i panno... - Nauczycielka sprawdziła w dzienniku nazwisko Olivii - Tharow czy ja wam nie przeszkadzam? - Zapytała zimnym tonem starsza Kobieta.
- No troszeczkę Pani przeszkadza. - Odpowiedziałem niezbyt miło.
- Słucham? - Pani McLean (bo się nazywa) spojrzała na mnie z niedowierzaniem i furią w oczach. Widząc to uśmiechnąłem się tryumfalnie, bo uwielbiam doprowadzać ją do takiego stanu.
- Przepraszamy, już będziemy cicho, może pani wrócić do prowadzenia lekcji. - Powiedziała Olivia, myślałem że matematyczka nie odpuści ale wróciła do prowadzenia tematu. Zdziwiony wbiłem wzrok w dziewczynę obok mnie, nie rozumiejąc jak to zrobiła. Jedno proste zdanie z jej ust i stara McLean jest spokojna.
- Jak to zrobiłaś? - Tharow miała zdziwioną minę, gdyż nie wiedziała o co mi chodzi. - No powiedziałaś jedno proste zdanie które uspokoiło tą francę, to się nigdy nikomu nie udało.
- A czy ktoś kiedykolwiek ją przeprosił za swoje zachowanie? - Dalej patrzyła na mnie ale teraz raczej z zaciekawieniem.
- No w sumie to nie. - Powiedziałem z lekkim zakłopotaniem.
- No i tu jest pewnie pies pogrzebany. - Zaśmiała się uroczo, jednak po sekundzie jej mina zrobiła się poważna. - Może skupmy się na lekcji. - Nie rozmawialiśmy już do końca zajęć. Dopiero po lekcjach udało mi się z nią porozmawiać.
- Hej! Olivia! - Krzyknąłem by na mnie zaczekała. - Może pójdziemy razem do kawiarni do kawiarni za rogiem? - Zapytałem pełny nadziei.
- Chętnie - Uśmiechnęła się nieśmiało, a jej policzki nabrały rumieńców. To takie urocze. - To co idziemy?
- Pewnie - Odwzajemniłem uśmiech i ruszyliśmy. Na miejscu rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Zajęło nam to ponad trzy godziny. - No to chyba będziemy się zbierać co? Może cię odprowadzę? - Dziewczyna uroczo pomachała głową na zgodę i podała mi swój adres. Ucieszyłem się bo mieszka niedaleko mnie.


KILKA DNI PÓŹNIEJ

Znajomość moja i Olivii przeniosła się już na na pozom przyjaźni, jednak ja myślę że to coś więcej. Właśnie szliśmy całą paczką po dziewczynę, kiedy zauważyłem ją płaczącą na ławce po drugiej stronie ulicy, gdzie jest park. Powiedziałem chłopakom i szybko do niej podeszliśmy. Usiadłem obok i bez słowa ją przytuliłem. Olivia spojrzała na mnie załzawionymi oczami i wtuliła się we mnie jeszcze bardziej.
- Cicho, już nie płacz, bo ja zaraz się rozpłaczę. - Powiedziałem do niej, podniosłem głowę by zobaczyć gdzie chłopaki, ale oni widocznie postanowili zostawić nas samych, w sumie to i dobrze.
- Dlaczego ty miałbyś płakać? - Zapytała zdziwiona, łamiącym się od płaczu głosem. - Przecież masz przyjaciół i rodzinę, a ja nie mam nikogo. - Powiedziała znów zaczynając płakać.
- Jak to nie masz nikogo? Masz mnie, masz Krisa, Joe, Adama, Conora i Jay'a. Czemu mówisz że nie masz rodziny? Proszę powiedź może będę mógł Ci pomóc.
- Bo.. Ja właśnie się dowiedziałam że... że jestem adoptowana - Odpowiedziała, co kompletnie mnie zszokowało. - Na to pomóc nie możesz.
- Ale co w tym złego że nie są twoimi biologicznymi rodzicami? To nie znaczy przecież że Cię mniej kochają prawda?
- Tak, ale nie o to tu chodzi. Płaczę bo biologiczni mnie nie chcieli. - I znowu ten płacz, jajku jak ja chciałbym temu zapobiec, no dobra trzeba dalej próbować.
- Skąd wiesz? Może matka zmarła przy porodzie, a tata nie miał sił by zająć się małym dzieckiem. Albo odebrali im cię, albo stwierdzili że tak będzie lepiej dla Ciebie. Proszę nie płacz już bo nie mogę patrzeć jak moja... - Tu się zaciąłem, ona spojrzała na mnie wyczekująco, czekając aż dokończę. - No dobra nie będę togo dłużej ukrywać. Mimo że znam Cię tak krótko to kocham Cię. I wiedz że zawsze będziesz mogła na mnie polegać. - Zwróciłem na nią pełen troski, niepewności i wyczekujący wzrok. Widziałem po niej że nie wiedziała z początku co powiedzieć, jednak po chwili powiedziała coś co mnie zdziwiło.
- Też Cię kocham. - Przestała płakać i zarumieniona spojrzała na mnie. Pocałowałem delikatnie jej ciepłe i miękkie wargi, odwzajemniła pocałunek. Oderwałem się od niej i otarłem jej twarz z łez, które zostały na jej pięknej twarzy. W tym momencie oboje się uśmiechnęliśmy do siebie. Cieszyło mnie to że już nie płacze z powodu rodziców, również cieszył mnie jej uśmiech kiedy na mnie patrzyła. Ona wtuliła się w mój bok i tak szliśmy na spacer w okół parku.

------------------
Przepraszam :x wiem że dawno nas nie było, ale musicie nam wybaczyć. Koniec semestru, święta, a do tego straszne nas cisną w szkole bo 3 gimnazjum egzaminy itd :<.