sobota, 31 października 2015

Moglibyśmy być razem.

   Jeszcze tylko jeden zakręt i będę, jeszcze tylko parę minut. I znów tam będę, tylko ja i nikt więcej. Nie będzie Jego...
    Nie będzie człowieka, który mnie tak okropnie skrzywdził... Człowieka, który złamał mi serce. Który obiecał wierność... Miłość... Wspólne życie...
   Mieliśmy być szczęśliwi, mieć dużo dzieci, mieliśmy plany... A On? A On to wszystko zniszczył w parę minut.
   Mieliśmy się spotkać, spędzić razem popołudnie. Mieliśmy pójść do kawiarni, wypić kawę, zjeść ciastko. A zamiast tego widziałam jak całował się z jakąś lafiryndą na tyłach kafejki. Jak tylko to zobaczyłam...
    Uciekłam.
   Nie mogłam tam zostać. Nie wytrzymałabym tego, mam nadzieje że mnie nie zauważył, że nie biegnie za mną.
   Jestem... Dobiegłam... Nasz klif... Tyle wspaniałych wspomnień, nasza pierwsza randka, nasz pierwszy pocałunek.
    A teraz... A teraz stoję na krawędzi i chcę skoczyć.
    Nie potrafię bez niego żyć. Bez niego to nie będzie to samo. Życie bez niego nie ma sensu.
   Zrobię to. Teraz. Skończę swoje życie.
   Zrobiłam to. Skoczyłam.

~~

    Widziałem Ją. Widziała mnie. Wiem, że nie powinienem, ale to było silniejsze ode mnie. Ja po prostu nie jestem stworzony do dłuższych związków. Ale... Ale kocham ją i nie wybaczę sobie jeśli jej się coś stanie.
   Pobiegłem za nią.
   Zostawiając dziewczynę z którą się całowałem. 
   Dobiegłem.
   Widzę Ją stoi na krawędzi klifu i wygląda jakby chciała.... skoczyć... Krzyczę, żeby tego nie robiła.
  Zauważyła mnie...
  Ostatnie słowa jakie do mnie powiedziała to....
  "Przepraszam... Jonghyun..."
   Zacząłem krzyczeć, panikować, chciałem skoczyć, ale coś mnie powstrzymało...
   Nie skoczyłem.
   Od tego zdarzenia minęło pięćdziesiąt lat, a ja... a ja jestem sam... na łożu śmierci. Nie założyłem rodziny, z nikim się więcej nie spotykałem, nie całowałem.
   To już mój koniec.
   Widzę ją jak stoi i na mnie czeka, a ja nie mogę się doczekać, aż znowu będę mógł ją przytulić, wszystko wytłumaczyć.
  Widzę ją coraz wyraźniej... Już jest przy mnie... I mnie przytula, a ja... a ja.... Umarłem...

-------------------------------------------
Hejcio. Post trochę później niż powinien, ale miałam straszne dużo nauki, do tego musiałam poprawić sprawdzian i tak jakoś wyszło. Co do one shot'a to jest mojego autorstwa xD Trochę smutny, ale odzwierciedla mój humor. Miłego czytania <3 // Nekomi 

piątek, 23 października 2015

Imprezka nad basenem.

 Zapowiada się kolejny nudny dzień. Dlatego właśnie nie cierpię wakacji, mija dopiero drugi tydzień lipca, a ja w pierwszy tydzień zrobiłam prawie wszystko co miałam zaplanowane na te dwa miesiące.
A to wszystko dzięki mojej najlepszej przyjaciółce i naszej dwunastce przyjaciół: Suho, Kris'owi, Lay'owi, Luhan'owi, Kai'owi, Sehun'owi, Chanyeol'owi, Chen'owi, Xiumin'owi, D.O, Bakhyun'owi i Tao.
Strasznie ich wszystkich kocham, ale to już jakaś przesada, najpierw wykończyli wszystkie pomysły na wakacje w tydzień (tak, wiem że się powtarzam, ale jakoś muszę dać  upust mojej frustracji.) ,a teraz to nagle za gorąco i nikt nie chce wyjść.
           Usiadłam przy biurku i miałam włączyć komputer, gdy nagle po całym pokoju rozniosły się dźwięki mojej ulubionej piosenki BTS - Jump, co oznacza że to mój telefon. Ale ktoś ma wyczucie czasu, no po prostu konieczne było przerywanie mi użalania się nad sobą, w tej chwili żałosną egzystencją.
          Owym ktosiem okazał się Luhan, co, nie ukrywajmy, nie znacznie mnie ucieszyło. Przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam aparat do ucha.
- Lulu! Jak miło, że ktoś się w końcu do mnie odezwał.
- No hej kociaku ty nasz! - chłopak zaśmiał się do słuchawki, po czym krzyknął gdzieś w dal. - Chłopaki przywitajcie się!
         Niemal od razu usłyszałam głośne i nie równe "annyeong", przez co zachichotałam.
- Cześć! No to czemu zawdzięczam twój telefon? - Udawałam  poważną, ale coś mi to nie wychodziło.
- No bo, robię małe spotkanie na basenie, bo rodzice wyjechali i postanowiłem zaprosić chłopaków i... no wiesz... fajnie by było, jakbyś przyszła. - W Jego głosie słychać było lekkie zdenerwowanie.
- Najlepiej z Ahri! - Krzykną ktoś w tle, prawdopodobnie był to Lay.
- A i stroje kąpielowe są obowiązkowe, oczywiście. - Słyszałam że się szczerzy w tym momencie.
- Jasne, ja zawsze chętnie Jelonku, tylko nie wiem jak nasza mała "buntowniczka".
        Ahri jest specyficzną osobą, ciągle robi na przekór i zawsze jest ubrana w długie spodnie i długi rękaw, do tego najczęściej czarny, nawet gdy jest powyżej 30 stopni C, a mimo to jest niepoprawną optymistką.
- Mówiłem Ci, żebyś nie nazywała mnie Jelonkiem, to takie mało męskie, a ja jestem bardzo męski! - -Oburzenie w jego głosie było komiczne.
- Tak, kochanie. Masz rację, jesteś bardzo męski. - Walczyłam ze sobą, by się nie roześmiać, bądź co bądź ale to mogło go urazić.
- No, i masz to zapamiętać! - Pogroził mi, takim tonem, że trochę spoważniałam. - A co do naszej kochanej przyjaciółki, to wierzymy w ciebie, słońce. Pa. - I się rozłączył nie czekając na moją odpowiedź.
          Aish! Chincha?! Mój chłopak i jego przyjaciele, no po prostu załamka. Czemu nie wyślą Lay'a? To w końcu on jest chłopakiem Ahri.

Ahri pov :3

       Uwielbiam te dni gdy mogę sobie siedzieć  i nic nie robić, taki błogi stan.
       Kocham człowieka, który wymyślił klimatyzacje i wiatraki ( te do domu), za oknem 30 stopni, a w moim salonie zaledwie 15 stopni.
       Siedzę sobie tak na kanapie i oglądam marną jakąś dramę, która mnie wciągnęła, to jest trzeci odcinek.
        Jednak moje szczęście musiał przerwać  dzwonek przychodzącego sms'a. Łaskawie oderwałam wzrok od telewizora i przeczytałam treść wiadomości.

                 Od: Yeonrin <3
                 Otwórz mi drzwi zanim się tu rozpuszczę, na tej ufyfłanej wycieraczce :)

Że niby mam iść tak daleko? Nie ma mowy.

                Do: Yeonrin <3
                Wejdź. Jestem w salonie. :P

      Po chwili już słyszałam jej kroki po czym opadła na moją kanapę, cała upocona.
- Zbieraj się, idziemy do Luhana na basen. - Oznajmiła mi przyjaciółka.
- Ja nigdzie nie idę, tu mi dobrze.
- Lay chciał żebyś przyszła, reszta też próbowała mnie przekonać.
- Nawet, dla tego słodkiego jednorożca bez rogu i z dołeczkami w policzkach się stąd nie ruszam. - Ale ja byłam nieugięta.
       Yeon wstała bez słowa i gdzieś poszła, a ja wróciłam do oglądania dramy.
      Moja przyjaciółka wróciła po chwili z liną i... sankami? Na kołach? Skąd ona je wzięła?
- Jak nie chcesz po dobroci, to Cię porywam. - Obwieściła i najzwyczajniej w świecie rzuciła się na mnie.
       Próbowałam się bronić, ale nic z tego nie wyszło, zostałam brutalnie związana, następnie posadzona na sankach z kółkami i do nich przywiązana. Nie no, no to jest już chore!
      Moje krzyki i błagania by mnie zostawiła w spokoju, spełzły po niczym.
       Rin chwyciła za tasiemkę przywiązaną na przodzie mego pojazdu i wyjechała z domu. Zamknęła drzwi na kluczyk, jak dobrze że wiedziała gdzie on jest, bo gdyby nie zakluczyła mieszkania to bym ją udusiła.
       Dziewczyna ciągnęła za sobą sanki przez miasto, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz na świecie.
       Ludzie dookoła patrzyli na nas jak na jakieś niedorozwinięte.
       No bo jak to wygląda?
       Idzie dziewczyna ubrana odpowiednio do pogody i ciągnie sanki za sobą na, których siedzi związana dziewczyna w czarnych, długich spodniach i czarnej koszulce z krótkim rękawem obie są w wieku licealnym, a na dodatek jest środek lipca! 
       Przez całą drogę nie odezwałam się i próbowałam zakryć twarz grzywką, bo resztę włosów mam związane w kitkę. Aigoo! To żenujące!

Yeonrin Pov

      Dlaczego Ahri jest taka ciężka? To chyba przez tą pogodę tak się wydaje, bo normalnie tak nie jest.
      Gdy dotarłyśmy pod dom Luhan'a byłam już trochę zmęczona. Aghr, kto zamknął furtkę, no co za idiota!

              Do: Jelonka
              Rusz swój zgrabny tyłek i otwórz nam furtkę. :*

- Co tak długo? Robi mi się gorąco! - Porwana dziewczyna zaczęła się już niecierpliwić.
          Już miałam Jej odpowiedzieć gdy zza domu wyłoniła się sylwetka mojego chłopaka, w samych spodniach.
- Hej! - Przywitał się, otworzył "wrota", po czym mnie pocałował.
- Błagam was! Ciało mi cierpnie! - Uprowadzona zaczęła nas poganiać.
- Coś ty zrobiła! - Lulu spojrzał zaskoczony na naszą przyjaciółkę. - Kiedy mówiłem żebyś z nią przyszła nie chodziło mi o porwanie. - Chłopak zaśmiał się z zastałej sytuacji.
- No bo, ona nie chciała przyjść... - Zaczęłam się tłumaczyć.
- Dobra, dobra. Chodź i daj mi to. - Luhan wyjął mi z ręki tasiemkę od sanek i pociągnął je za sobą, chwytając mnie za rękę. Zaprowadził nas na tyły podwórka, gdzie już była reszta chłopaków.
- Jezusie brodaty! Co ona Ci zrobiła Ahri? - Jak tylko znaleźliśmy się w pobliżu naszych przyjaciół, Lay podbiegł do swojej dziewczyny i zaczął ją rozwiązywać.
- Chłopaki jest problem, bo zapomniałam zabrać nam stroje. - Na tą wieść, wszyscy zaśmiali się złowieszczo.
         Nagle, nie wiadomo skąd Kris wyciągnął dwie duże, jasne koszulki i dwie pary krótkich spodenek.
- O nie, nie, nie, nie, nie, nie i jeszcze raz nie! - Ahi zaczęła protestować, ale widząc że oni są całkiem poważni, rzuciła się w stronę drzwi tarasowych i wpadła do domu.
        Chłopcy pobiegli za nią, a zostali tylko ze mną Luhan, Lay i D.O.
- Ey! Lay, nie boisz się, że oni jej coś zrobią? - Zapytałam zdziwiona brakiem reakcji chłopaka.
- Nie, ufam im i Ahri też. - Odparł ze stoickim spokojem.
- Lu, nie przytulaj się do mnie w taką pogodę. - Chłopak nie był zadowolony tą wiadomością.
- Trzymaj i przebieraj się. - D.O podał mi spodenki i koszulkę.
- Okej. - Wzięłam od niego rzeczy. - Ale musicie się odwrócić i nie podglądać.
Chłopcy posłusznie się obrócili, więc jak najszybciej się przebrałam.

Ahri Pov

         Wbiegłam do domu i ruszyłam pędem w stronę schodów, jednak nie zdążyłam przebyć połowy drogi do nich, gdy kilka osób chwyciło mnie za rękę.
         Zostałam unieruchomiona i nawet nie wiem sama kiedy zostałam przebrana w tamte ciuchy od Krisa. Gdzie się podziewa Lay, kiedy go potrzebowałam?
        Po chwili zostałam wyniesiona przez chłopaków na rękach i wrzucona do basenu.
        Dziwi mnie to trochę, ponieważ jest on stawiany a nie w ziemi, a na dodatek ma około 1,60m wysokości.
        Zaczęłam się miotać w wodzie.
- Ona nie potrafi pływać! - Usłyszałam jak przez ścianę czyiś krzyk
       Teraz  jak przez mgłę widzę czyjąś sylwetkę, która po chwili wyciąga mnie na powierzchnię.
- Dzięki. - Wychrypiałam do Chanyeol'a , po czym kaszlnęłam.
      Chwyciłam się brzegu tego cholernego zbiornika wodnego w ogrodzie Luhan'a.
- Hej! Wszystko w porządku? - Lay jest chyba serio zmartwiony.
- Jasne! - Uśmiechnęłam się. - Dalej! Wskakujcie!
      Jak na komendę wszyscy skoczyli do basenu tylko mój kochany jednorożec wciąż stał przede mną.
- Nie ma co się martwić. - Upewniłam go i szybko pocałowałam.
    Wyszłam z basenu, chwyciłam dmuchany fotel i wrzuciłam go do miejsca gdzie prawie mnie zabito, po czym usiadłam na nim i zaczęłam tak pływać pomiędzy chłopakami.

---------------------------------

Przepraszam, że tak późno dodaje post :( No ale jest xD Opo powstało na podstawie mojego snu (tak wiem mam zajebiste sny xD xD) z małymi poprawkami ale jednak xD (To opo jest złe ;-; teraz jak je czytam to napisałabym to inaczej! Aż mi wstyd normalnie ;-; / Suho)
Miłego czytania kochani :3 //Nekomi
CZYTASZ-=KOMENTUJ

środa, 14 października 2015

Nieznajomy

Tytuł: Nieznajomy
Autor: Shunrei
Typ: AU, obyczaj
Rated: PG

Wczesna jesień, drzewa zaczęły przeobrażać się w bajkowe malowidła,
jak zwykle o tej porze spacerowałam po parku z głową w chmurach.
Słuchawki w uszach, zamknięta w swoim wyimaginowanym świecie, liście
pod nogami szeleściły w rytmie ulubionej piosenki. Nawet nie zauważyłam
kiedy telefon wyślizgnął mi się z kieszeni, niczego nie świadoma
wróciłam do domu, w pokoju ogarnęła mnie panika - Boże!! Gdzie mój
telefon!?- gorączkowo myślałam w którym momencie spaceru mogłam go
zgubić, wróciłam do parku. Poszukiwania zajęły mi dobre 3 godziny, bez
skutku. Zrozpaczona, zrezygnowana i przemoknięta pierwszym tej jesieni
deszczem  wróciłam do przytulnego domu.
- W telefonie był adres, może jakimś cudem znajdzie go ktoś uczciwy?-
myślałam leżąc na łóżku, chwilę później usłyszałam ciche
pukanie do drzwi, byłam w domu sama, myśląc że tata znowu zapomniał
kluczy otworzyłam drzwi w jeszcze mokrych włosach i przemokniętej
białej koszulce.
- Tato znów zapo....- moim oczom ukazał się przystojny chłopak, jego
oczy lśniły nieukrytą ciekawością
- Na zdjęciach wyglądasz nieco inaczej, w mokrych włosach też
wyglądasz ładnie - zaczął rozmowę, w pierwszej chwili pomyślałam
sobie że to jakiś psychopata, przestraszona zamknęłam drzwi na klucz i
pobiegłam do pokoju, chciałam chwycić za telefon i zadzwonić na
policję ale oczywiście nie mogłam - telefon leżał gdzieś w liściach
albo w czyichś brudnych łapach...Chciałam wyjść tylnymi drzwiami i
pobiec do sąsiadów prosząc o pomoc, otworzyłam je po czym zaczęłam
biec co sił w nogach, po może dwóch metrach wpadłam na przeszkodę.
- Nie pamiętam żeby tu było drzewo! - pocierając bolące czoło
próbowałam złapać oddech
- Przepraszam nie chciałem Cię przestraszyć, a już tym bardziej nie
chciałem zafundować Ci siniaka...
- Pomocy! Zboczeniec! Ratunku - zaczęłam krzyczeć ile sił w płucach ,
prawie zapomniałam że on tu nadal się gdzieś czai! Nie wpadłam na
drzewo tylko na niego! Chciałam zacząć krzyczeć głośniej, już
nabrałam powietrza by wydać z siebie głośniejszy dźwięk gdy poczułam
że coś zatyka mi buzie
- Mhmhmhmhhhmh- próbowałam coś powiedzieć, bez skutku
- Hej mała, nie panikuj nic Ci nie zrobię...odsłonie Ci usta jeżeli
obiecasz że nie będziesz krzyczeć dobrze?
- Mhm
- Przepraszam za to przy wejściu i za czerwone czoło, naprawdę nie
chciałem Cię przestraszyć. Jestem Dylan, znalazłem to, wpisany był
adres więc postanowiłem Ci go zwrócić, wybacz że przejrzałem
zdjęcia, swoją drogą te w bikini są całkiem niezłe - posłał mi
szyderczy uśmiech wymachując mi telefonem przed nosem
- Ej! Tam nie ma żadnych zdjęć w bikini!- Odkrzyknęłam oburzona,
zatkał mi znowu usta
- Obiecałaś nie krzyczeć, na żartach się nie znasz? Proszę, oddaję
zgubę - wsunął mi telefon do kieszeni, nie wiedziałam co powiedzieć
siedziałam tak na mokrej trawie z włosami opuszczonymi na twarz i
zastanawiałam się co do diabli się tu dzieje, chłopak chyba zauważył
moje zmieszanie bo z jego twarzy zniknął uśmiech- No dobrze...lepiej
pójdę, naprawdę ładnie Ci w mokrych włosach, ale z uśmiechem też nie
jest źle, nie jesteś zła że spisałem sobie Twój nr? Mam nadzieje że
dasz się gdzieś zaprosić
- Mam iść gdzieś z Tobą? Jesteś pewnie taki sam jak inni, zależy Ci
tylko na jednym. Zboczeniec!
- Ej ej, nie tak prędko, chodź ze mną jutro na spacer to się przekonasz
czy jestem jak inni, zadzwonię - rzucił na odchodne, patrzyłam jak
znikał. Wróciłam do pokoju zastanawiając się co się przed chwilą
wydarzyło, zostałam zaproszona przez jakiegoś palanta na spacer, okey
może i był przystojny ale...iść czy nie iść? Nie będąc pewna co
przyniesie jutro poszłam zrobić kolację, ustawiając Vivie i szykując
kanapki omal nie odcięłam sobie palca. Nie wierzyłam własnym
oczom...Chłopak który jeszcze przed paroma chwilami stał nade mną w
moim ogrodzie teraz śpiewał jedną ze dość znanych piosenek...Czy to
aby nie był sen...?
Poranek był cudowny, słońce delikatnie wkradało się przez do połowy
zasłonięte żaluzje i łaskotały mnie w twarz, obudziłam się w błogim
nastroju, z wielkim uśmiechem na twarzy, nie zauważyłam że ktoś siedzi
w fotelu naprzeciwko mojego łóżka
- Wstawaj śpiochu, wiesz która jest godzina? - usłyszałam męski
dźwięczny głos
- Ej, co Ty tu robisz?! - mój brat przeglądał moje stare gazety -
Wynocha! Nikt nie nauczył Cię pukać?!
- I tak nie słyszałaś, mama mówi że masz zejść na obiad -
przeciągając się wyszedł zostawiając mnie samą, na obiad?!
Spojrzałam na zegarek, dochodziła 14. Zeszłej nocy nie mogłam zasnąć
ciągle rozmyślałam nad tamtym chłopakiem, chociaż sądząc po ilości
przespanych godzin to równie dobrze mógł być faktycznie tylko chory
sen. Spojrzałam na telefon, nikt nie dzwonił. Tak to był zdecydowanie
sen. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, codzienne przygotowanie
siebie oraz włosów zajęło mi jakieś 20 minut, położyłam się z powrotem na łóżku pogrążona w marzeniach o karierze rockmanki
- Mała! Obiad!
- Już idę, idę - już chciałam wstać gdy poczułam, że łóżko
zaczęło wibrować, podniosłam telefon. Wyświetlacz pokazywał nieznany
mi numer - Słucham?
- Cześć. Tu Dylan, pamiętasz mnie z wczoraj? Nieźle sobie przeze mnie
zdarłaś gardło
- Ah, to Ty, tak niestety pamiętam. Chciałeś czegoś? - powiedziałam
oschłym tonem, jednak nie śniłam.
- Spotkajmy się za 20 minut w parku przy starym dębie, jestem pewien, że
wiesz o którym mówię... - dobrze wiedziałam o jakim drzewie mówił
Dylan, spędzałam tam sporo czasu, lubiłam rozmyślać w spokoju - OBIAD!!
- w tle słychać było moją mamę.
- Dobrze, będę o ile obiecasz, że dasz mi później spokój
- Będę czekał - rozłączył się, poszłam do kuchni, próbowałam
skoncentrować się na makaronie, dzisiaj ewidentnie robił mi na złość,
z mojego dobrego humoru oraz spokoju nie pozostał nawet najmniejszy ślad.
Obiad zjadłam w niecałe 10 minut, wróciłam do siebie -  Co
robić...pójdę i mogę żałować ale z drugiej strony...strasznie chce
znowu zobaczyć jego oczy - nie mogłam przestać o nim myśleć.
Postanowiłam ubrać się na luzie, dżinsy, tunika, vansy. Rozpuściłam
włosy, jeszcze odrobina perfumu, poprawiłam makijaż. Wyszłam z domu -
Pewnie się spóźnię, jeśli poczeka to chyba mu jednak zależy na
spotkaniu...Byłam prawie na miejscu, denerwowałam się, nawet nie wiem
dlaczego, przecież go nawet nie znałam. Stał oparty o stary dąb,
wyglądał mega seksownie, nawet nie wiedziałam że przystanęłam z
szeroko otwartą buzią - o nie! Zauważył mnie! Już po mnie...
- Cześć śliczna, bardzo ładnie dzisiaj wyglądasz, warto było Cię
obserwować
- Słucham? Obserwowałeś mnie?
- Nie zrozum mnie źle...zauważyłem Cię tutaj, pod tym drzewem parę
tygodni temu, spodobało mi się jak patrzysz na niebo, na liście, jak
zamykasz oczy i poruszasz rytmicznie całym ciałem, nie mogłem oderwać
od Ciebie oczu, wczoraj znowu Cię tu zauważyłem, chciałem do Ciebie
zagadać ale nie słyszałaś jak Cię wołałem, gdy wypadł Ci telefon
uznałem że to dar z niebios bo wreszcie będę miał jak się do Ciebie
zbliżyć. Nie jestem jak inni, nie interesuje mnie Twoje ciało tylko
Twoja osobowość, chciałbym Cię bliżej poznać, proszę nie odbieraj
mi tej szansy - nie wiedziałam co powiedzieć, czyżbym się myliła.
Zamknęłam na chwile oczy, chciałam szybko sobie wszystko to poukładać,
poczułam oddech na swojej szyi. Otworzyłam oczy, jego usta znajdowały
się zaledwie parę cm od moich. Serce zaczęło bić mi szybciej, oddech
przyspieszył. Dylan tylko lekko się uśmiechnął. Musnął moje usta po
czym oddalił się. Poczułam rozczarowanie rozpływające się po całym
moim ciele, nie wiadomo dlaczego zachciało mi się płakać.
- Nie wiem co powiedzieć, ja naprawdę nie wiem co mam powiedzieć -
miałam totalną pustkę w głowie, dziwne kucie w okolicach serca
sprawiło że oczy zaczęły mi łzawić, nie chciałam by widział że w
dziwny i niezrozumiały dla mnie sposób zaczęło mi zależeć.
Odwróciłam się i zaczęłam powoli zmierzać w stronę domu. Miałam
wrażenie że Dylan się poddał, że zrezygnował, coraz bardziej czułam
to głupie kłucie w sercu. Ogarnij się! - myślałam z całych sił
starając się pohamować cieknące łzy. O mały włos znów bym na niego
wpadła, stał teraz przede mną, miał zmieszanie wymalowanie na twarzy,
miałam ochotę wybuchnąć płaczem. Chłopak widząc co się dzieje mocno
mnie do siebie przytulił, pocałował w czoło.
- Spokojnie, jeśli nie chcesz bym dalej zabierał Ci czas to powiedz, ale
nie płacz.
- Nie o to chodzi - wykrztusiłam przez łzy, podniósł moją twarz tak
bym widziała jego oczy
- Nie wiem dlaczego ale czuje że jesteś dla mnie wyjątkowo ważna,
nadzwyczajna, wyjątkowa, obiecuje że postaram się Cię nie zranić...
- Tak, ja też nie wiem dlaczego nie potrawie przestać o Tobie myśleć
- No widzisz, uśmiechnij się -  posłał mi czarujący uśmiech po czym
pocałował mnie, namiętnie, tak jakby był to pierwszy i ostatni
pocałunek w jego życiu, nogi się pode mną ugięły - Spokojnie, nigdzie
się nie wybieram, będę teraz Twój, jeżeli tylko zechcesz...
- Dlaczego ja? Przecież możesz mieć każdą, jesteś sławny masz
talent, możesz mieć najpiękniejsze dziewczyny pod słońcem więc
dlaczego ja?
- Bo miłość nie wybiera - Znów pocałował mnie w ten wyjątkowy
sposób, będąc w jego ramionach czułam że to właśnie w tych ramionach
chce spędzić swoje życie.
 ------------------------------
Oto pierwsze opowiadanie xD Napisała je moja siostra. Życzę miłego czytania <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ to motywuje!
Nekomi :3